Lady Wawa

Strony

  • Strona główna
  • Kontakt
  • Uroda
  • Moda
  • Rodzina

5/28/2018

Komu odbiła palma a kto się zaplątał w warkocze, czyli Beauty by Bloggers w pigułce

Choć lenistwo i 12 szwów założonych przez dentystę nieco osłabiły mój blogowy zapał - wygrała chęć kontaktu z Wami :). Dzisiaj krótka relacja z przemiłego spotkania Beauty by Bloggers Paul Mitchell, które odbyło się 13 maja w Sound Garden Hotel w Warszawie. 


Było to (podobno) pierwsze spotkanie bloggerskie o typowo warsztatowym charakterze. Nie mogę powiedzieć, czy faktycznie tak jest, bo raczej rzadko bywam na tego typu imprezach. W normalnym świecie krążą już o nich legendy.  Słyszałam, że bloggerki pchają się na nie drzwiami i oknami żeby nachapać się darmowych kosmetyków :). Warsztaty pokazały mi jednak ich zupełnie inne oblicze. Wesołych dziewczyn (i jednego chłopaka), których cieszyła możliwość spotkania się i nauczenia czegoś nowego. Nie zauważyłam aby któraś z nich wynosiła w kieszeniach kapsułki do ekspresu albo pilniczki za pończochą. No dobra, ale oprócz fajnych lasek (w większości mogących być moimi córkami) ważne tam było zdobycie wiedzy. Pierwszy plus - uroczy prowadzący i organizatorzy. Wielkie brawa - każdy czuł się mile widziany a czas mijał w niemal rodzinnej atmosferze. Szczególne ukłony dla organizatorki Ani, autorki bloga KOLOROWY KRAJ .


Warsztaty rozpoczęła firma CHIODO PRO ze swoimi lakierami hybrydowymi (i całym osprzętem). Na początku kręciłam nosem, no bo nie dość, że robiłam sobie zawsze żele, to jeszcze od miesiąca leczę paznokcie po ich zdjęciu. Nie grozi mi robienie hybryd to po co mam się uczyć? Chcąc nie chcąc zaczęłam się bawić w zdobienie paznokci (pierwszy raz) i wkładać sztuczne pazury pod lampę (również pierwszy raz w życiu) i nawet mi się spodobało! Mistrzem raczej w tym nie będę ale palma przypominała palmę... a ja zaczęłam żałować, że kiedyś oddałam lampę którą dostałam w  prezencie. To nie jest takie trudne! Efektem warsztatów jest postanowienie, że jak tylko odrosną mi zdrowe pazurki nauczę się robić sobie hybrydy. Schowałam otrzymane lakiery w bezpiecznym miejscu gdzie poczekają na moje pierwsze manicurowe kroki. Tak, tak, pokażę Wam nawet jak będą to żałosne próby, w końcu każdy kiedyś zaczynał!


Kolejny blok dotyczył makijażu. Tutaj urodowe triki prezentowała marka PAESE. Jako, że maluję się naprawdę oszczędnie, nie wszystko co proponowały miłe panie trafiało w mój gust. Największy problem miałam z odcieniami. Wszystkie makijaże szły w kierunku brązów, burgundów itd co moim zdaniem postarza i nadaje często zdzirowaty wygląd (szczególnie przy wyrazistej urodzie). Na szczęście w prezencie otrzymałam kolory, którymi będę mogła trochę poeksperymentować. 


Zaskoczeniem była dla mnie kredka do ust, która wyglądała na bardzo ciemną. Przyznam, że spisałam ją na straty ale przed oddaniem wypróbowałam.... no i została już w mojej kosmetyczce. Wspaniale dopasowała się do moich warg i wcale nie wyglądałam jak swoja starsza siostra :). I tu też mogę powiedzieć, że warsztaty wprowadziły nowość w moje kosmetyczne życie. Zaczęłam eksperymentować z malowaniem ust! To duży krok bo nigdy ich nie malowałam :). Lepiej późno niż wcale!


Trzecie warsztat choć nie były dla mnie (z racji krótkich włosów), były jednak zdecydowanie najbardziej wesołe, hałaśliwe i szalone. Patronowały im kosmetyki PAUL MITCHEL w rękach jedynego w swoim rodzaju Łukasza Urbańskiego z asystentem. Panowie pokazywali jak szybko upiąć włosy zachowując naturalny "niedbały efekt". Moje włosy na warkocze się nie nadają ale to co mnie zachwyciło to ilość stosowanych produktów. Jako, że sama zwiększam zasięg dziury ozonowej używając litrów lakieru, cieszę się, że jest ktoś kto robiąc to profesjonalnie.... zużywa go sto razy więcej! I wcale nie chodzi u o to, żeby wyprodukować nieruchomy kask, ale aby usztywnić włos i nadać mu grubości co umożliwi ułożenie fryzury i umocnienie upięcia (włoski nie wymykają się tak łatwo). To działa! Odkryłam to sama i ucieszyłam się, że nie jest to taki głupi pomysł za jaki uważa go mój Łukasz. Tak, to on codziennie odstawia szopkę krztusząc się w łazience.... (po cholerę tak wchodzi akurat wtedy gdy układam włosy????).


Podczas warsztatów dzieliłam stół z uroczą Zuzią z  TESTACJA  a na ploteczki podczas przerw wybierałyśmy się z Olą  z NATBLUE. Dziewczyny, to była wielka przyjemność! Pięć godzin minęło nie wiadomo kiedy i chociaż Warszawa zaskoczyła nas  gwałtowną zmianą pogody, to nic nie mogło nam zepsuć tego dnia humoru. Mam nadzieję, że spotkania te będą cykliczne. Niebawem z pewnością pokaże wam kilka produktów, które otrzymałam podczas warsztatów. Naprawdę jest co pokazywać I wiecie co? Chyba przekonałam się do takich imprez :)


Czytaj więcej »
on 5/28/2018 22
Podziel się!
Etykiety:
uroda
Nowsze posty
Starsze posty

5/11/2018

Poranna Rosa - wspomnienie z dzieciństwa w zderzeniu z Czarną Orchideą


Zamknijcie oczy i pomyślcie o porannej rosie. Jaki obraz widzicie? Ja wspominam obozy harcerskie w Borach Tucholskich. Wstawałam o świcie - las jeszcze spał, słońce nieśmiało przebijało się przez korony drzew a wszystko wokoło błyszczało od drobnych kropel. To był cudowny widok, Spokój, budząca się natura, zapach mokrego igliwia i mchu. Nawet pajęczyny w tym przybraniu nie były takie straszne. Pierwsza moja myśl zatem to świeżość, energia, natura, słońce....


Odżywkę do włosów 20 w 1 Czarna Orchidea Poranna Rosa wypatrzyłam w gazetce Rossmanna zanim pojawiła się w drogeriach. Te szalone 20 w jednym! Jako maniaczka wszelkich psikaczy do włosów nie mogłam jej nie kupić. No i kupiłam....


Zanim zdradzę czy dzieło sygnowane twarzami Wierzbicki&Schmidt przypadło mi do gustu - sprawdzimy, co nam tam naobiecywano ;). A naobiecywano bardzo wiele. Odżywka w sprayu „20 w 1”. Przeznaczona jest do każdego rodzaju włosów. Można ją stosować na włosy suche i wilgotne, w każdym przypadku bez spłukiwania.



Skład odżywki bazuje na naturalnych komponentach – wyciągu z 12 ziół (rozmarynu, rumianku, arniki, jasnoty, szałwii, sosny, rukwi, łopianu, cytryny, bluszczu, nagietka, nasturcji), czerwonych algach Nori, aloesie, witaminie PP czy keratynie. Linia zapachowa (...)  jest bardzo intensywna i długotrwała. Działa powierzchniowo „tu i teraz” ułatwiając rozczesywanie, zwiększając elastyczność włosów, nadając im połysk, objętość czy eliminując elektryzowanie, a także kondycyjnie, poprawiając stan włosów uszkodzonych - odżywiając je, nawilżając, odbudowując, wzmacniając i redukując łamliwość. Ponadto chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, zabezpiecza przed utratą koloru i matowieniem, a także zapobiega rozdwajaniu końcówek. Podczas procesu stylizacji  może zastąpić inne kosmetyki, zapewnia bowiem ochronę termiczną, skraca czas suszenia, przyspiesza prostowanie, ale też poskramia włosy kręcone. Odżywka przeciwdziała również starzeniu się włosów, podkreśla ich naturalne piękno, a jednocześnie nie obciąża.*


Sami przyznacie, że brzmi jak bajka. Opakowanie zewnętrzne tekturowe, fajna kreska - podobna do opakowań kosmetyków YOPE. Sama buteleczka z ciemnego tworzywa, z klasycznym psikaczem. Szału nie ma ale jest trwałe i praktyczne a o to przecież chodzi. No ale najważniejsze.... czy działa jak producent opisuje?


Pierwsze moje zaskoczenie to zapach. Może moja wina, że nie sprawdziłam ale tak się zafiksowałam tą poranną rosą, że spodziewałam się aromatu lekkiego, świeżego, może lekko roślinnego...? Tymczasem poczułam męski, ostry zapach, który przywiódł mi na myśl stare salony fryzjerskie w czasach PRL. OK, większość z was tego nie pamięta, więc może taka nuta was nie odstręczy...ale mnie całkowicie odrzuciło. Na dokładkę jest to aromat niesamowicie trwały (tutaj spełnili obietnicę !) - czułam go wokół głowy przez cały dzień! A wcale dużo produktu nie użyłam.


Używałam odżywki wiele razy (zawsze staram się dać produktowi kilka szans i wypróbować go na różne sposoby). Aplikowałam mniej, więcej, z góry, z dołu, na mokre, na suche....No i nic. Fakt, wizualnie jakby wyglądały lepiej (szczególnie końcówki) ale w dotyku ciągle były jakby...tłuste. Odżywka założona nawet w małej ilości i z dużej odległości oklejała moje cienkie włosy jak lep. Może komuś to nie przeszkadza ale ja odbierałam to fatalnie. Cały czas czułam ten film na włosach i miałam wrażenie jakbym była niedomyta. No nie dało się ...


Objętości, połysku i elastyczności  nie zauważyłam, ułatwienie rozczesywania ciut (ale to nic w porównaniu np z psikaczami Gliss Kur). Faktycznie mniej się elektryzowały ale za to były jakby obciążone. Jeśli chodzi o kondycję włosów i poprawę ich struktury - brak efektów. Może, gdybym używała jej dłużej, kilka opakowań? Niestety nie jestem w stanie. To zupełnie nie produkt dla mnie. W połowie butelki (tak, tak miałam naprawdę dobre chęci) oddałam ją mamie która kocha takie zapachy. Jeśli chodzi o działanie też nie jest zachwycona (ma grube włosy, z przewagą siwych) ale aromat trafił w jej gust. 


Podsumowując - odżywka do włosów 20 w 1 Czarna Orchidea Poranna Rosa to był mój absolutny strzał w kolano. Dodając do tego cenę 29,99 zł, to już totalna katastrofa. Zaskakuje mnie to o tyle, że np. na Wizażu roi się od pozytywnych komentarzy. Nie wiem, czy ja jestem jakaś zbyt wymagająca, czy moje włosy są jakieś nienormalne... W każdym razie dla mnie było to ogromne rozczarowanie. W ramach poprawy kondycji włosów po prostu znowu  je obcięłam :).


*) opis składu i działania produktu pochodzi ze strony  www.wiadomoscikosmetyczne.pl) 
Czytaj więcej »
on 5/11/2018 26
Podziel się!
Etykiety:
uroda
Nowsze posty
Starsze posty

5/04/2018

Matka jedynaka - człowiek gorszego gatunku

O dziwo to nie babcie zamęczają mnie pytaniem o kolejne dziecko a znajome mamy. Pytanie "A kiedy drugie?" mogłabym nawet dzielnie znieść, jednak zdziwienie i upierdliwe dociekanie "ale jak to nigdy, dlaczego?" doprowadza mnie do pasji!  Po pierwsze, to moja prywatna sprawa a nie temat do ożywionej dyskusji (najlepiej publicznej), a po drugie, czy naprawdę każda matka ma obowiązek mieć więcej niż jedno dziecko?


Dawno, dawno temu w odległej korporacji nie lubiłam dzieci i nie chciałam ich mieć. Uważałam, że dziecko to taki  śmierdzący, wrzeszczący stwór który najpierw zabierze mi urodę i figurę a potem zawłaszczy całe moje życie nie dając nic w zamian. Nie rozczulały mnie niemowlaki a kiedy koleżanka dawała mi synka do "potrzymania" wpadałam w panikę. Zbliżała się 30-tka i nadal pozostawałam bezdzietna z wyboru. Poznałam mojego Łukasza i po miesiącu znajomości, przy zimowej herbacie przez moją głowę pierwszy raz przemknęła myśl, że może, że kiedyś.... Pamiętam  to do dziś, bo bardzo mnie zaskoczyła. Jak się okazało, wystarczy trafić na "tego właściwego", aby wszelkie instynkty wróciły na swoje miejsce. Chciałam mieć dziecko. I mam - jedno. Mam mojego Frania, którego kocham ponad życie i bez którego mój świat byłby nic nie wart.


I to mi wystarczy.
Nie czuję potrzeby posiadania większej ilości dzieci. Nie wiem nawet dlaczego - po prostu nie jest to moje pragnienie. Łukasza też. Nie boję się wysiłku związanego z okresem niemowlęcym, nie obawiam się kwestii finansowych czy zdrowotnych. Gdybym choć przez chwilę poczuła, że kolejne dziecko jest moim marzeniem, nie wahałabym, się ani chwili. No i tu zaczyna się problem. Może gdybym miała traumatyczny poród, ciężko przechodziła ciążę, albo Franek był dzieckiem wyjątkowo wymagającym miałabym jakąś "wymówkę". A tak, ciągle spotykam się ze zdziwieniem "Ale jak to nie chcesz?" NORMALNIE! Szanuję rodziny wielodzietne (chociaż 4 + trochę mnie przerażają). Staram się akceptować i rozumieć, więc nie latam za nimi pytając na cholerę  im tyle dzieci.


Szczególnie dobijające są próby "naukowego" udowodnienia, że źle robię nie płodząc kolejnego potomka. Zaczyna się od tego, że dwójka lepiej się chowa (a co, pojedyncze to gnije w międzyczasie, więdnie czy korzeni nie zapuszcza?). Potem jest pod włos, że jak jest dwójka to się jedno drugim zajmuje i mama ma lżej (oj, kusiciele...). Na koniec czas na branie na litość - co będzie jak ciebie zabraknie? Sam zostanie jak palec na świecie! Jak i to nie działa to zaczyna się z grubej rury: zalecane jest posiadanie więcej niż jednego! To jest dobre dla dziecka (zła, zła matka jedynaka!) no i sztandarowe - wychowasz egoistę! 


No więc moje drogie wszechwiedzące. Ja i mój Łukasz jesteśmy jedynakami. Nie wyrośliśmy na potwory, egoistów, psychicznie okaleczonych i sfrustrowanych. Znam masę jedynaków i równie wiele osób z rodzin wielodzietnych (nawet takich 6+). I wiecie co? Wszystko zależy od wychowania! Jeśli są mądrzy i kochający rodzice to i szansa na mądre i ciekawe świata dziecko. Nie ma żadnych badań potwierdzających że jedynak to egoista, rozpieszczony smarkacz albo niezaradny życiowo dorosły. Samoluby, pierdoły życiowe i ludzie z problemami zdarzają się w różnych rodzinach. Nie ma żadnych badań mówiących o tym, że 2, 3 czy więcej dzieci "lepiej się chowa". To my, rodzice, geny i grupa rówieśnicza tworzymy człowieka. Liczba dzieci w rodzinie nie ma znaczenia. Nigdy nie chciałam mieć rodzeństwa, znam osoby które o tym marzyły, znam takie, które nienawidzą swojego brata. Mam znajomych co skoczą za siostrą w ogień i takich co ciągają się po sądach o krzesło "po mamusi". Wszystko jest względne i zależy od wielu czynników.


Nie potrzebuję brata lub siostry, żeby się Franek nią zajmował (ja i dziadkowie jesteśmy od tego), żeby się z nią bawił (może się bawić ze mną, rówieśnikami, dziećmi sąsiada przez płot). Nie chcę kolejnego dziecka, żeby Franek miał towarzystwo jak umrę. Mam nadzieję, że będzie miał przyjaciół i własną rodzinę. Pewnie Franek byłby szczęśliwy mając rodzeństwo, ale jest równie duża szansa, że będzie dzieckiem szczęśliwym nie posiadając go. Przestańcie mnie zatem traktować jak matkę gorszego gatunku! Tak, tak na tej fotce powyżej to ja - rozpieszczony jedynak egoista ;)


Najważniejsze jest pragnienie dziecka.
 Franek nie pojawił się na świecie w wyniku mojego ulubionego argumentu:  "A kto Ci herbatę poda na starość?" Szanuję i nie dziwię się jeśli ktoś dziecka nie chce mieć wcale, albo chce mieć 2, 3 a nawet 4, jeśli ma warunki i czuje takie powołanie. Dajcie mi zatem prawo do posiadania jednego! Słyszałam już, że jestem egoistką, wygodnicką, leniwą kobietą a nawet, że krzywdzę swoje dziecko! Staram się być najlepszą matką jaką umiem - choć popełniam pewnie miliony błędów. Czy nie będę ich popełniać kiedy pojawi się drugie dziecko? Raczej nie. Czasami wydaje mi się, że te najbardziej namolne mamy same nie do końca są szczęśliwe i przekonując mnie, przekonują siebie, że podjęły dobre decyzje. Jeśli były Wasze - to były dobre!


Gdy chcemy mieć dzieci to nie potrzebujemy żadnych argumentów
, bo będziemy je mieli nie po coś, nie z jakiegoś powodu, tylko  mimo wszelkich przeciwności. Serdecznie pozdrawiam znajome mamy, które mają dużo dzieci a nie zamęczają "nawracaniem" mniej obdarzonych przez bociana ;).  I tak - jestem leniwa jak cholera :) Cenię sobie mój czas z książką, nawet jeśli dzieje się to kosztem obiadu, cenię sobie tą odrobinę zdrowego egoizmu, która sprawia, że nie jestem wielofunkcyjnym robotem a również kobietą. Skoro ma do tego prawo mój partner i moje dziecko to mam i ja.


Ten tekst pochodzi z mojego starego bloga, ale po drobnych zmianach nadal jest aktualny. To właśnie on zaprowadził mnie do Dzień Dobry TVN, gdzie zagadana przez panią Elbanowską nie wykrztusiłam z siebie niczego mądrego, do tego nie słyszałam co mówią prowadzący :) .... ale przygoda była :)



Dla tych co chcą to zobaczyć porzucę tutaj nieśmiało link. TUTAJ .
I nie śmiejcie się, dzisiaj nie dałabym się już tak zdominować ;)

Czytaj więcej »
on 5/04/2018 46
Podziel się!
Etykiety:
dom i rodzina
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)

Moje Social Media


O mnie

To ja, Marta. Babeczka 40+, mama Franka i najgorsza pani domu na świecie. Gdy nie zbawiam świata - badam czy kosmetyki spełniają obietnice i jak zabiegi oszukują naturę. Piszę dla przyjemności i aby ułatwić Wam wybór. Fajnie, że jesteście. KONTAKT: ladywawablog@gmail.com

Archive

  • ►  2020 (2)
    • ►  cze 2020 (1)
    • ►  mar 2020 (1)
  • ►  2019 (7)
    • ►  lis 2019 (1)
    • ►  wrz 2019 (1)
    • ►  lip 2019 (1)
    • ►  mar 2019 (1)
    • ►  lut 2019 (1)
    • ►  sty 2019 (2)
  • ▼  2018 (11)
    • ►  wrz 2018 (1)
    • ►  sie 2018 (1)
    • ►  lip 2018 (1)
    • ►  cze 2018 (1)
    • ▼  maj 2018 (3)
      • Komu odbiła palma a kto się zaplątał w warkocze, c...
      • Poranna Rosa - wspomnienie z dzieciństwa w zderzen...
      • Matka jedynaka - człowiek gorszego gatunku
    • ►  kwi 2018 (3)
    • ►  mar 2018 (1)
  • ►  2017 (16)
    • ►  lip 2017 (1)
    • ►  cze 2017 (2)
    • ►  maj 2017 (1)
    • ►  kwi 2017 (3)
    • ►  mar 2017 (3)
    • ►  lut 2017 (2)
    • ►  sty 2017 (4)
  • ►  2016 (17)
    • ►  gru 2016 (2)
    • ►  paź 2016 (1)
    • ►  wrz 2016 (2)
    • ►  sie 2016 (1)
    • ►  lip 2016 (2)
    • ►  cze 2016 (1)
    • ►  maj 2016 (2)
    • ►  kwi 2016 (3)
    • ►  lut 2016 (2)
    • ►  sty 2016 (1)
  • ►  2015 (22)
    • ►  gru 2015 (2)
    • ►  lis 2015 (2)
    • ►  paź 2015 (2)
    • ►  wrz 2015 (3)
    • ►  lip 2015 (2)
    • ►  cze 2015 (1)
    • ►  maj 2015 (2)
    • ►  kwi 2015 (2)
    • ►  mar 2015 (1)
    • ►  lut 2015 (3)
    • ►  sty 2015 (2)
  • ►  2014 (37)
    • ►  gru 2014 (2)
    • ►  paź 2014 (3)
    • ►  sie 2014 (1)
    • ►  lip 2014 (3)
    • ►  cze 2014 (2)
    • ►  maj 2014 (2)
    • ►  kwi 2014 (4)
    • ►  mar 2014 (7)
    • ►  lut 2014 (8)
    • ►  sty 2014 (5)
  • ►  2013 (78)
    • ►  gru 2013 (7)
    • ►  lis 2013 (4)
    • ►  paź 2013 (2)
    • ►  wrz 2013 (2)
    • ►  lip 2013 (5)
    • ►  cze 2013 (5)
    • ►  maj 2013 (2)
    • ►  kwi 2013 (4)
    • ►  mar 2013 (8)
    • ►  lut 2013 (15)
    • ►  sty 2013 (24)
  • ►  2012 (10)
    • ►  gru 2012 (10)

Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Lady Wawa. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.