Tak, dziura ozonowa to moja wina. :) Zużywam skandaliczne ilości lakieru do włosów! Dlaczego? Bo mam tak delikatne, cieniutkie włosy, że bez lakieru wyglądają jak przysłowiowe mysie ogonki. Lakier sprawia, że nabierają objętości i masy a jednocześnie nie są obciążone. Wiem, wiem jest pierdylion kosmetyków, które mają za zadanie pomóc, ale moje kłaczki źle na nie reagują. Wypróbowałam wiele i uwierzcie mi tylko lakier sprawia, że nie wyglądam jak "idź stąd i nie wracaj". No chyba, że jest zbyt mocny - wtedy wyglądam jak uciekinier z rzymskich legionów.
Zazwyczaj lakiery kupowałam wiedziona impulsem, albo sięgałam kolejny raz po ten sam co był ostatnio. Razu jednego jednak rzuciła mi się oczy przecena lakieru, którego nigdy nawet nie brałam pod uwagę. Dlaczego? Bo kosztował 36 zł! I to Rossmannie! Ja to prycham pogardliwie na takie produkty myśląc sobie "A co tam może być takiego wyjątkowego, żeby tyle kasy za niego chcieli, Phi!?" Tym razem kosztował około 25 zł. Nadal drogo, ale opętała mnie jakaś przemożna chęć popsikania sobie głowy dobrem luksusowym. Kupiłam! Lakier do włosów "elastyczne utrwalenie" marki TONI&GUY.
Opakowanie tradycyjnie zbudowane, ale bardzo ładnie zaprojektowane. Miękkie linie, pastelowe kolory. Na pierwszy rzut oka powiało profesjonalizmem. Co obiecuje producent? Twierdzi, że produkt utrzymuje naturalną lekkość i sprężystość przez cały dzień. I tyle. No więc ja się rozpiszę ciut więcej. Po pierwsze zapach. Jest naprawdę ładny (choć oczywiście gusta są różne) Jest to jedyny lakier na który mój Łukasz nie reagował teatralnym odruchem wymiotnym ;). Po drugie mgiełka. Tak, z dyfuzora wydobywa się delikatna, idealnie rozpylona lakierowa mgiełka! Dzięki temu produkt delikatnie i równomiernie pokrywa włosy nie tworząc hełmu ani nie sklejając kosmyków.
Zauważyłam też, że moja mikrołazienka nie jest oblepiona warstwą lakieru. To taka ciekawostka. Normalnie musiałam wszystko regularnie wycierać. Nie żebym teraz nie musiała latać na szmacie ale jednak zawsze kilka ruchów mniej a w moim wieku trzeba się oszczędzać ;). Poza tym podczas obfitej aplikacji nie dostawałam duszności.
Jeśli macie grube, ciężkie włosy - to nie jest lakier dla was. Jeśli idziecie na wiejskie wesele i chcecie utwardzić sobie loki i angelzy to nie jest lakier dla was! Jeśli jednak cenicie sobie subtelne uwalenie albo macie włosy cienkie i podatne na układanie - to produkt idealny! Włosy zachowują nadany kształt ale nie sterczą jak sztywne patyki, nie mamy skorupy, wszystko wygląda ładnie i naturalnie. Na dokładkę łatwo go wyczesać. Już po kilu chwilach wyglądamy jakbyśmy wcale go nie używały a włosy nadal wyglądają świeżo i są sypkie.
Oczywiście nie będzie tylko tak słodko pierdząco, bo produkt oprócz ceny ma jeszcze jedną wadę. Jest mniej wydajny niż tradycyjne lakiery. Jeśli więc wylewacie na siebie litry utrwalacza to tutaj uderzy was to bardziej po kieszeni. Jeśli jednak psikacie z umiarem, dla wykończenia fryzury - wszytko będzie ok. Ostatnio wróciłam na chwilkę do dawnych przyzwyczajeń i szybko poczułam różnicę w jakości. Podsumowując - produkt bardzo, ale to bardzo fajny dla osób ceniących sobie naturalność i umiar. Warto polować na przecenę (są bardzo często) bo 36 zł to gruba przesada, nawet jak za tak udany lakier. Ja kupiłam właśnie kolejny :).
A teraz mała zagadka - jak myślicie jaki zabieg odchorowuję siniaczkami na twarzy?
Łukasz mówi, że robię się na Marlin Monroe ;)
Łukasz mówi, że robię się na Marlin Monroe ;)